środa, 1 marca 2017

Algernon Charles Swinburne, Genua

Znów się to stało. Dziwne oczu wysilenie,
Które ujrzały w niebie cud, opanowało
Mój wzrok i wywołało we mnie przerażenie.
Znów się to stało.

I znów niezwykłe drżenie przejęło mi ciało
I duszę. Jakie prawo, czyje zarządzenie
To sprawiło? Na dobre czy złe mi to dało?

Żeby jakie nieznane spełnić przeznaczenie
To siostrzane oblicze mi się ukazało
Takie nieskazitelne? Na czyje skinienie
Znów się to stało?

(Tłum. Wiktor Jarosław Darasz, 2017)

czwartek, 20 października 2016

Alfred Edward Housman, Tutaj leżymy wszyscy, martwi

Tutaj leżymy wszyscy, martwi, bośmy się nie zdecydowali
Żyć dalej, żeby przynieść hańbę krajowi, który nas urodził.
Życie to nie jest rzecz zbyt cenna, żeby ją stracić gdzieś w oddali,
Lecz młodzi widzą to inaczej, a myśmy wtedy byli młodzi.
(tłum. Wiktor Jarosław Darasz, 2016)

niedziela, 16 października 2016

Otwarte pozostaje pytanie, czy tłumacz jest, czy nie jest współautorem tekstu. Zdania na ten temat są podzielone. Niektórzy uważają, że tłumacz jest tylko dostawcą, który dostarcza produkt, wytworzony przez kogoś innego. Inni sądzą, że, wprost przeciwnie, to tłumacz jest właściwym autorem tekstu, ponieważ to jego wersję dostaje do rąk czytelnik, który z reguły w ogóle nie zna oryginału, natomiast autor oryginału jest co najwyżej pomysłodawcą przekładu, ponieważ zazwyczaj nie uczestniczy w procesie tłumaczenia, nawet jako kontroler. Prawda na pewno leży pośrodku, ale można uznać za pewnik, że rola tłumacza jest o wiele ważniejsza niż się to przypuszcza. Być może niejedna wojna rozpoczęła się dlatego, że tłumacz wzmocnił słowa jakiegoś polityka, być może również, że jakiś konflikt nie wybuchł tylko dlatego, że jakiś tłumacz deklaracje swojego politycznego zwierzchnika trochę przynajmniej złagodził.

czwartek, 6 października 2016

Zazwyczaj utwory poetyckie są oparte na fikcji literackiej. Niestety, w przypadku męża renesansowej włoskiej poetki Barbary Torelli było inaczej. Stał się on ofiarą zamachu. Do dziś nie wiadomo, kto był jego inspiratorem. 
 
Barbara Torelli, Zgasł już płomień pochodni, złamana jest strzała... (Elegia na śmierć męża, Ercolego Strozziego)

Zgasł już płomień pochodni, złamana jest strzała,
Skruszony kabłąk łuku, kołczan rozerwany.
Czumu został wysmukły pień wykarczowany,
Pod którym się bezpiecznie do snu układałam?
 
Dlaczego ja nie mogę razem z nim wejść cała
Do ciasnego grobowca, gdzie leży zadźgany
Z wyroku przeznaczenia - ten, co mnie oddany
Przed trzynastoma dniami był, kogo kochałam?
 
Chciałabym własnym ciepłem ogrzać lodu bryłę,
W którą się nagle zmienił, prochy zwilżyć łzami
I w ten sposób na nowo obudzić w nim życie.
 
A potem bym z nim poszła, otwarcie, nie skrycie,
Pokazać go tamtemu, co posiada siłę
I mu rzec: miłość wygrać może z siepaczami.
(tłum. Wiktor Jarosław Darasz, 2016)

niedziela, 18 września 2016

Tłumaczenie literatury pięknej, a zwłaszcza poezji, to praca dla cierpliwych. Często jest tak, że tłumacz w jednej tylko książce, na przykład wielkiej (czyli w praktyce pięćsetstronicowej) antologii jakiejś poezji narodowej, zamieszcza więcej tekstów, niż niejeden wybitny poeta napisał przez całe długie życie.

wtorek, 13 września 2016

Z kształceniem filologów nie jest u nas zbyt dobrze. Nie sądzę, żeby więcej niż 10% studentów kierunków filologicznych miało moralne prawo nazywać siebie filologami. Kiedyś mówiono, że nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Problem polega na tym, że ponad 90% studentów nie interesuje się filologią jako nauką, niezależnie od języka, który niby studiują, więc o żadnej chęci nie może być mowy.  Co tu zresztą mówić - co to za filolog, który nie czyta biegle po łacinie, nie zna choćby alfabetu greckiego i nie wie nic o języku hebrajskim, w którym sformułowany został Dekalog, a więc coś bardzo dla nas ważnego. Kiedyś licealiści tłumaczyli w ramach zajęć wiersze łacińskie, teraz nie przekłada się poezji nawet na studiach. O wersyfikacji również nie mówi się dużo. Więcej się dyskutuje o sprawach damsko-męskich, niż o rymach męskich i rymach żeńskich. Teraz modne jest kulturoznawstwo. Dawna, klasyczna metodologia filologiczna odeszła  do lamusa. Na bardziej konserwatywnej slawistyce z wersologią jest jeszcze nienajgorzej (a przynajmniej było jakieś dwadzieścia lat temu), ale na nowoczesnej anglistyce lub romanistyce kwestie formy wierszowej stoją w hierarchii bardzo nisko. Dekonstrukcja, zamiast być metodą oglądu dzieła literackiego, zaczęła być przeprowadzana w praktyce jako rozmontowywanie tego, co było dobre na studiach filologicznych. Gramatyka opisowa uległa prymitywizacji, a gramatyka historyczna nieomal zanikła. Studenci anglistyki czytają Chaucera w tłumaczeniach nowoangielskich, a ich koledzy z germanistyki nie znają szwabachy. Ja też nie umiem czytać średnioangielskiego ani gotyku, ale ja nie kończyłem ani filologii angielskiej,ani niemieckiej, więc chyba mi wolno być ignorantem w tych akurat kwestiach. Inna rzecz, że od lat nie czytałem niczego w języku starocerkiewnosłowiańskim, który teoretycznie znam.